Posted in Praca Świadomość

Nadmiar obowiązków

Nadmiar obowiązków Posted on 30 lipca 2018

Przychodzisz rano do pracy i od wejścia nie wiesz już jak świat ogarnąć. Cały dzień w kołowrotku, szybki powrót do domu i… zamiast odpoczynku – powtórka z rozrywki. To jak bycie wiecznie na wojnie, wiecznie w biegu, cały czas gotowym do walki. Jak sobie poradzić z takim efektem? Jak sobie poradzić z przytłoczeniem nadmiarem zajęć?

Jeśli tak się czujesz, to może być to oczywiście faktycznie spowodowane ilością obowiązków. Nie przeczę, że takie coś może się zdarzyć, zwłaszcza po zmianie w życiu czy też tymczasowo, gdy pracujesz żeby osiągnąć jakiś większy zamierzony cel. Jednak zaplanuj sobie dziś wieczorem 10 minut, by przeanalizować czy ten nadmiar jest faktycznie związany z tym, co aktualnie się dzieje w Twoim życiu. Bo to wcale nie musi być takie oczywiste…

Wiecznie zajęci

Takie mamy czasy, że modne jest bycie wiecznie zajętym, wiecznie zarobionym i w wiecznym niedoczasie. Tak jakby nasza wartość była określona przez ilość zadań jakie mamy na talerzu, czy liczbę odbywanych spotkań. No tacy jesteśmy świetni, tacy rozchwytywani, że ciężko odgonić napraszających się. Ciągle ktoś czegoś od nas chce, więc nie można się opędzić od chętnych na nasze usługi.

Prawda jest taka, że… to nieprawda. Twoja wartość jako osoby nie jest odwrotnie proporcjonalna do ilości wolnego czasu. Jeśli w ogóle musisz w ten sposób rozpatrywać tę kwestię, to pomyśl tak: Twoja wartość jest wprost proporcjonalna do jakości wykonywanej pracy. Ogólnie rzecz biorąc, ważne jest to, kim jesteś i jak robisz to co robisz. Oczywiście najłatwiej pokazać, że robi się dobrą robotę będąc wiecznie zajętym. To taki szybki i pozorny sposób, który do wielu trafia (bo przecież wolne mają tylko ci, którzy pracują źle. Takim nikt nic nie zleca). Jest jednak w tym myśleniu pewna pułapka, bo jeśli ktoś bardziej roztropny spojrzy na taką wiecznie zabieganą osobę, to zacznie się zastanawiać czy aby nie ma tutaj utraty jakości. Nie da się zwyczajnie robić wszystkiego na 100% mając na każde zadanie 50% czasu.

Bycie wiecznie zajętym jest też techniką antyzwolnieniową. Wielu ludzi ją stosuje z różnym powodzeniem, myśląc że póki będą pokazywać jak dużo mają codziennie do zrobienia, to nikomu nie przyjdzie na myśl by się ich pozbyć. W praktyce bywa naprawdę różnie. Jednak jedno jest pewne – ci wiecznie zarobieni raczej nie awansują. Do tego, żeby przenieść się na wyższe stanowisko trzeba:

a) mieć wszystko poukładane we własnym grajdołku (czyli ogarniać, bo tych co nie ogarniają to nikt nie pośle wyżej, żeby jeszcze mniej ogarniali)

b) pokazać, że jednak potrafi się coś więcej niż tylko odklepywanie zadań 8h dziennie, a na kreatywne zadania potrzeba czasu

c) tak sobie zorganizować pracę, by w razie awansu i tymczasowego braku kogokolwiek na danym stanowisku, wszystko nie pierdalnęło z hukiem.

Bycie wiecznie zajętym to według mnie technika pozoracyjna. A jak wiadomo, pozory mylą…

Sami sobie

Możliwe też, że nawykowo sami sobie to robimy wynajdując sobie kolejne zajęcia, bo jakoś dziwnie po kilkudniowej gonitwie wygląda nagle pusty kalendarz. Sama się na tym przyłapuję, gdy po długim maratonie różnych zadań zaczynam się zastanawiać co by tu sobie wpisać na listę TODO, żeby tego czasu i rozpędu teraz nie stracić. Jeśli masz tak jak ja, to potrafisz się pokazowo zajechać zadaniami tak, że potem nie masz już nawet chęci na odpoczynek. Pisałam kiedyś o relaksie i o tym, żeby nauczyć się nie gonić tak bardzo w piętkę. Działamy w zrywach i te zrywy wymagają etapu ładowania baterii by na kolejny zryw była energia. Takie zajeżdżanie się to jak rozładowywanie baterii Li-Ion do samego końca. Po którymś takim razie pojemność spada i już nie wraca do pełnej formy. To się nazywa wypalenie…

Sami sobie też dokładamy zajęć “bo można”, “bo jeszcze tego nie robiłem”, “bo teraz mam chwilę”. Łapiemy kolejne hobby, czy kolejne zadanie, kolejną działalność, bo w danym momencie wydaje nam się, że mamy wolne przebiegi. I te wolne przebiegi można wykorzystać na coś przynoszącego widoczny efekt (zamiast na odpoczynek przed kolejnym nawałem obowiązków). Brakuje nam długoterminowej wizji i tej niedocenianej wiedzy, że po każdym wolniejszym momencie przychodzi ten bardziej zajęty. I im więcej dodamy sobie podczas przestoju, tym gorzej będziemy ogarniać gdy się to wszystko spiętrzy.

Te wolniejsze momenty są idealne do tego, by pomyśleć, rozplanować długoterminowo, spojrzeć na strategię z szerszej perspektywy. No i oczywiście po to, żeby odpocząć… Więc korzystaj z nich tak, jak należy. Wyskocz z kołowrotka, gdy ten zaczyna się zatrzymywać, zamiast go napędzać siłą własnych nóg, by potem robić w nim za astronautę podczas treningu.

Etos pracy

Nasza kultura też nie sprzyja odpoczynkowi. Znasz na pewno takie przysłowia jak “bez pracy nie ma kołaczy”, czy “ciężką pracą ludzie się bogacą”. Pisałam o tym w serii o przysłowiach. To kolejna zaszłość ze starych czasów i kolejne przekonanie, które było naprawdę wartościowe jakieś 70 lat temu, ale nie przystaje do teraźniejszości. Bynajmniej nie twierdzę przez to, że dziś jest odwrotnie i że lenistwo popłaca bardziej. Co to to nie. Chciałabym jednak, żeby na takie przysłowia i wpajane nam przekonania umieć spojrzeć z szerszej perspektywy ich aktualnej przydatności. Część z tego, co pokutuje w naszych głowach jako etos pracy ma swoje korzenie w czasach powojennych, gdy trzeba było naprawdę wielkich sił i ogromnej energii całego narodu, żeby odbudować to, co zniszczono w trakcie bombardowań. 6-dniowy tydzień pracy miał wtedy swój cel. Celem było powstanie z gruzów. Jednak dziś nadmiar zajęć to praca dla samej pracy, niesłużącą wcale odbudowie kraju. I jeśli nie służy czemuś innemu to jest to bezsensowne tracenie energii.

Drugim elementem są wszystkie powiedzenia typu “nie leń się”, czy “zdolny ale leniwy”. Tak jakby lenistwo było zaprzeczeniem wszystkiego, co dobre. Takie nam przypinali etykiety od wczesnych lat szkolnych, a teraz nie jest wcale prosto się od nich uwolnić. Rodzice jakoś dziwnie lubią widok dziecka siedzącego godzinami przy biurku, skrupulatnie wykonującego wszystkie polecenia od pani nauczycielki i doprowadzającego każde zadanie domowe do perfekcji. O tym, jaki to ma wpływ długoterminowy też już kiedyś pisałam. Grzeczne dziecko, to takie które nie jest leniwe, a nie takie które myśli samodzielnie. No niestety, coś takiego nadal pokutuje.

Jeśli więc uciekasz w bycie zajętym tylko dlatego, by ktoś nie powiedział (czy nawet nie pomyślał) o Tobie, że jesteś leniwy, lub jeśli nadal ślepo wierzysz w to, że tylko ciężka praca ponad siły doprowadza do sensownego stanu posiadania – to zastopuj. Spójrz na to, co robisz i po co to robisz. Do bogacenia się zastosuj regułę pareto 80/20. Zaoszczędzony czas wykorzystaj na wypoczynek, czy na co Ci tam przyjdzie ochota. Ważne jest to, żeby świadomie wiedzieć, dlaczego podejmujemy takie a nie inne decyzje. Jeśli więc zależy Ci na tym, ktoś konkretny nie uważał Cię za osobę leniwą, to może czas porozmawiać z tą osobą o tym, co poza Twoim dniem pracy rozciągniętym do 16h sprawi, że nie będziesz tak określany. Wszystkich i tak nie zadowolisz, więc warto skupić się na tych osobach, na których zdaniu Ci zależy.

Jak żyć

Miałam kiedyś szefa, od którego ciężko było się uczyć jak dobrze coś robić, a zdecydowanie łatwiej, jak nie należy działać… Jednak przez rok wspólnej pracy, jedna rzecz mi się utrwaliła. Jego metodą na awans było takie poukładanie zadań i taka automatyzacja, by stanowisko na którym był stało się zbędne. Jest to kompletnie sprzeczne z tym, jak myśli większość ludzi. Jednak ta technika się sprawdza.

Nie trzeba jednak aż tak drastycznie podchodzić do rzeczy. Można ciut łagodniej, jednak z założeniem takim, że balans sprzyja pracy, a wieczny niedoczas powoduje jej kiepską jakość. Zbyt duży nawał zadań okrawa nas też ze zdolności kreatywnego myślenia. Na to jest jedno rozwiązanie – mniej obowiązków. Jeśli nie pracujesz dla siebie, masz szefa – weź go na rozmowę o tym, co można okroić z Twojej listy zadań. Zrób wcześniej plan jak się pozbyć tego, czego nie potrzebujesz robić, co można oddać komuś innemu, a co można zautomatyzować i tak uzbrojony – negocjuj.

Sprawdź też czy umiesz odpoczywać, czy przez przypadek i Ciebie nie dotyczy nawyk dorzucania sobie zadań do puściejącej listy. Ćwicz umiejętność relaksowania się, niemyślenia o niczym, ale też kreatywnego wykorzystywania wolnego czasu. Bo nie zawsze nic-nie-robienie jest najlepszą opcją na odpoczynek.

Jeśli w Twojej głowie nadal pokutują przekonania wpojone Ci podczas lat szkolnych, to weź je po prostu olej, albo zamień na coś lepszego.

Szkoda życia  na wieczne bycie zajętym. Jest tyle innych wartościowych sposobów na wykorzystanie Twoich umiejętności, które dają zdecydowanie większą satysfakcję niż ślepe i nieświadome pędzenie “byle do przodu”. Tak jak ze wszystkim, tak i tu ważne jest przemyślane wybieranie tego, na co przeznaczamy nasz czas i energię.

————————————————

P.S. Ten wpis miał już nie powstać. Weekend dał mi popalić emocjonalnie tak bardzo, że ciężko było się zebrać do pisania. Jeśli więc odbiega on jakościowo od pozostałych, to sorry – następny będzie lepszy.