Posted in Psychologia

Traktat o przekonaniach

Traktat o przekonaniach Posted on 1 czerwca 2018

Trochę dłużej trwała moja przerwa w pisaniu niż myślałam, że potrwa… Ale teraz już czas na powrót, choć w lekko zmienionej formie (tak, jak zresztą uprzedzałam). Od razu jednak walnę tematem z grubej rury. Dziś na tapecie „przekonania”. I to nie byle jakie, bo dla zaawansowanych. Dawno już nie ewangelizowałam, więc trochę sobie pofolguję. ;)

Na początek trochę wstępu. Większość ludzi nie potrzebuje zbyt wiele pomocy w wyrabianiu nowych nawyków, czy rozwiązywaniu problemów. Trochę zmiany w zachowaniach i ich myślenie zmienia się samo. Czasem utkną z jakąś większą zagwostką i pokręcą się za własnym ogonem, zamiast iść do przodu. Wystarczy wtedy trochę zmienić kurs, raptem o kilka stopni – i już. To jest level 1. Szczęśliwi ci, którzy tylko tego potrzebują. I chwałą im za to, bo ciągną do przodu pozostałych.

Level 2 ma gorzej. Robią, zmieniają, działają… i nic. Czemu? Bo ich wewnętrzne przekonania na temat ich samych, innych ludzi, czy świata nie pozwalają na to by w ogóle byli wstanie dojrzeć, że można działać inaczej. To jeszcze nie jest stan pod tytułem „pizda totalna”. Trzeba wtedy te blokujące elementy rozpoznać, przeanalizować, zracjonalizować (czyli zamienić na racjonalne przekonanie) i dać kopa do dalszego działania. Pracy wtedy jest trochę więcej. Trochę też więcej jest przekonywania delikwenta do tego, że jego pojmowanie świata jest błędne, bo wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że się myli. Umęczony, urobiony, po jakimś czasie przekonuje się, że jednak… że faktycznie… i zaczyna umacniać nowe sposoby myślenia. Dziś nie o takich będzie. O podstawowej pracy na przekonaniach pisałam już kiedyś.

Level 3 czyli „pizda totalna” zdarza się wtedy, gdy praca na przekonaniach nadal nie daje spodziewanego efektu. Szufluje taki (sam lub nawet z kimś) przez myśli, przewalając kolejne poziomy błędnych przekonań, poci się, męczy… i nic. Niby trochę lepiej, ale efekt jest zupełnie niewspółmierny do włożonego wysiłku. Niby coś się zmienia, ale jak tylko całym sobą nie stara się pamiętać o tym, jak działać, jak myśleć – to następuje totalny regres.

Możliwe, że jeśli zainteresował Cię ten temat, to Level 3 to właśnie Ty… Możliwe, że czujesz, że pomimo całej pracy nadal nie jesteś tam, gdzie chciałbyś być. Coś ciągle nie pasuje i nie chce się ułożyć w całość. W teorii wiesz, jak powinieneś myśleć, w teorii to nawet umiesz z tego korzystać. Więcej. Gdy opadają emocje, to zdajesz sobie sprawę z tego, jak irracjonalne jest Twoje podejście i jak absurdalne są Twoje myśli. Dokładnie wiesz, kiedy przereagowujesz, kiedy projektujesz swoje własne przekonania na innych. I co? Nic. Nadal dupa po całości… Czasem się budzisz i myślisz, jak bardzo to wszystko jest do niczego i o kant czegoś potłuc. Niby działasz, ale właściwie to wszystko jest jak przykrywanie kocem syfu. Bez sensu.

Co zrobisz…

…jak nic nie zrobisz. Tak mówią. ;) Jednak mam nadzieję, że Cię zaskoczę, bo zrobisz. Niekoniecznie sam, choć zaawansowanym adeptom sztuki i takie cuda mogą wyjść. Ale zrobisz… Bez psychotropów, bez poddawania się nastrojowi. Bez zaczynania wszystkiego od nowa, bez uciekania od Twojego aktualnego życia… bez tego, co Ci przychodzi zawsze do głowy jako rozwiązanie bezsensu.

Jeśli do tej pory czułeś się tak, jakbyś jedynie miział górę problemów, to bardzo możliwe, że właśnie tak było. Nawet jeśli pracowałeś z kimś – pamiętaj, że nie wszyscy psychoterapeuci są sensowni, a niektóre sposoby pracy przynoszą więcej szkody niż pożytku. Wiedz też, że niekoniecznie musiałeś zejść na odpowiedni poziom. Do tego sam musisz być gotowy, gotowy musi być terapeuta, a na dodatek Wasza relacja również musi się trochę do tego ukształtować. Jeśli zaś pracowałeś sam, to wszystko zależało od tego, jakie narzędzia miałeś do dyspozycji.

Odpowiedni poziom, to nie psychoanaliza i wielogodzinne leżenie na kozetce. Odpowiedni poziom to tak zwane kluczowe przekonania. Przekonanie kluczowe, to to najgłębsze przekonanie, z którego dopiero wykluwają się kolejne. Jeśli więc ucinasz jedynie pączkujące myśli, a nie pracujesz z tym, co poniżej, to trudno się dziwić, że nic się nie układa jak powinno. Nie wszyscy tego potrzebują – kluczowe przekonania level1 oraz leve2 są neutralne, lub nieszkodliwe (czasem pewnie też pozytywne). Level3 ma jednak tutaj pod górkę.

Trzy wiaderka

Kluczowe przekonania obejmują trzy obszary. Ciebie, innych oraz świat. W każdym z nich możesz mieć jakieś blokujące myśli. Na przykład:

  • do niczego się nie nadaję
  • nie można mnie kochać
  • jestem zbędny
  • ludzie są samolubni, agresywni
  • inni potrafią tylko krzywdzić
  • każdy jest lepszy ode mnie
  • świat jest nieprzyjaznym, wrogim miejscem
  • ludzie tylko oszukują, nie można im ufać

Jeśli chcesz poznać, co w Tobie siedzi, musisz podzielić swoje przekonania na te trzy obszary. Nie dlatego, że z każdym trzeba pracować osobno, ale dlatego, że łatwiej będzie Ci je zrozumieć i zamienić na coś zdrowszego. I teraz uważaj… Najefektywniej dokopać się do nich wtedy, kiedy człowiek nie jest w najlepszym nastroju – czyli wtedy gdy wydarzyło się coś, co wyprowadziło Cię z równowagi, lub gdy znów uważasz, że wszystko jest do d… Te głębokie przekonania mogą się nie ujawnić, jeśli masz dobry nastój lub właśnie coś Ci wyszło w pracy. Nie będzie to najprzyjemniejszy moment, ale gwarantuję, że potem będzie już tylko lepiej.

Pewnie jest kilka metod na tę odkrywkową kopalnię, jednak ta którą ja znam, pracuję i polecam, to strzałka w dół i zadawanie tego samego pytania do oporu. Jak w 5 Whys tylko w wersji hardcore, czyli zamiast 5 może być i 500+.

Twoje przekonania, to automatyczne myśli, które pojawiają się szybko i często nie są do końca uświadomione. Jeśli jednak pracujesz z nimi, to masz już wprawę w ich wychwytywaniu. Gdy więc w trudnej sytuacji taką myśl wyłapiesz (na przykład „znowu mi się nie udało”, „to wszystko bez sensu”,  „nikt nie rozumie, o czym mówię”,  zakwalifikuj ją do jednej z trzech grup i staraj się dowiedzieć następującej rzeczy, w zależności od tego, która to grupa:

  • Ty: co to mówi o Tobie?
  • Świat: co to mówi o świecie?
  • Ludzie: co to mówi o innych ludziach?

Odpowiednie z tych trzech pytań zadawaj sobie w kółko do momentu, aż nic nie będzie już Ci przychodziło do głowy, lub aż poczujesz że dotarłeś do sedna. I uwierz mi – będziesz to wiedzieć. Odsapnij… Jesteś w połowie drogi. Na przykład:

  • co to mówi o mnie, że znowu mi się nie udało? – jestem beznadziejny i niczego nie potrafię zrobić dobrze
  • co to mówi o mnie? do niczego nie dojdę, nie ma ze mnie pożytku
  • co to mówi o mnie? do niczego się nie nadaję, nie ma dla mnie miejsca na świecie
  • ergo: nie ma miejsca na tym świecie dla tych, którzy na nie nie zasługują, w tym dla mnie. Nie zasługuję by żyć, gdy nie ma ze mnie i pożytku.

To ostatnie zdanie jest tym, które powinieneś zmienić jako pierwsze…

Jeśli nie idzie Ci tak łatwo, popracuj trochę metaforą. Jak się czujesz? Do czego możesz to porównać? Na przykład zagrażający świat może Ci się kojarzyć z lasem, w którym są pozastawiane wnyki. A wrogi – z parapetem z powbijanymi gwoździami. Czasem z metafory łatwiej jest przejść do tego co jest najważniejsze, bo w opisie możesz znaleźć słowo, które okaże się kluczowe. Jak szacunek, miłość, bezpieczeństwo…

Dwa wiaderka

Prawdopodobnie to, co odkryłeś nie jest zbyt wygodne. Nie jest też zbyt przyjemne… Taka uroda grzebania się w trzewiach, że się człowiek zwyczajnie upierdoli. Żeby nie brudzić się dalej, zrób teraz mały myk. Znasz już swoje kluczowe przekonania, teraz pora na to by stworzyć ich odpowiedniki, które nie będą Cię blokować, a może nawet popchną Cię do działania. Jednak nie tak wprost…

Przekonanie to takie ustrojstwo, które jak radar wyłapuje zdarzenia z Twojego życia, a następnie je mieli, aby potem wypluć coś, co się z nim zgadza i wrzucić do odpowiedniego pojemnika. Na przykład z napisem „masz talent” lub „jesteś do niczego”. Negatywne przekonanie złapie i przerobi też pozytywne wydarzenia. A te, których nie uda mu się przekwalifikować, pośle w niepamięć. Dlatego tak trudno jest – mając negatywne przekonania o sobie samym – zapamiętywać te dobre chwile. Na nie po prostu nie ma wiaderka. Cały myk polega na tym, żeby to wiaderko dodać. Nie na tym, żeby zamienić negatywne na pozytywne, bo mózg się przed tym obroni. Chodzi o to, żeby dodać to zdrowe, żeby te dobre chwile miały gdzie się zagnieżdżać. Im więcej ich tam nazbierasz, tym łatwiej będzie Ci w te nowe przekonania uwierzyć.

Semantyka

Zazwyczaj się mówi, że to nowe przekonanie powinno odzwierciedlać to, jak chciałbyś myśleć. Jednak jeśli masz w głowie „jestem do niczego”, to automatem prawdopodobnie zmienisz to w „jestem wartościowym człowiekiem” i sam nie dasz się na to nabrać. Spróbuj odejść od tego co odkryłeś, pomyśl o tym, co było sednem i postaraj się sobie przypomnieć sytuację, kiedy czułeś się dobrze. Na przykład „jestem do niczego” można zamienić na „działam zgodnie z własnymi wartościami” – zwłaszcza jeśli „jestem do niczego” wzięło się z wiecznego obserwowania rozczarowania Tobą innych osób.

Staraj się unikać podobnych sformułowań. Na przykład, jeśli zbyt wiele razy słyszałeś, że na nic nie zasługujesz, to nie twórz nowego przekonania w formie „zasługuję na szacunek”, bo zgrzyt będzie zbyt wielki i nic to nie da. Stare jest zbyt mocno wżarte i użycie słowa „zasługuję” spowoduje automatyczną konotację ze starym przekonaniem.

Możesz też w tym miejscu użyć działań innych osób, które przeczą Twojemu przekonaniu. Na przykład „warto ze mną spędzać czas”, jeśli Twoje przekonanie brzmi „nie można mnie kochać” a spędzanie wspólnie czasu jest tym, co daje Ci poczucie, że jesteś dla kogoś ważny. A nasz przykład wcześniejszy, czyli „nie zasługuję na to by żyć” można spróbować obrócić w „staram się otaczać ludźmi, którym na mnie zależy i którzy dają mi znać, że jestem dla nich ważny”.

Mam nadzieję, że czujesz już o co chodzi… To nowe przekonanie musi Ci leżeć, musi pasować. Nie powinno też zbyt mocno nachodzić na stare, bo się nie przyjmie i nie zapuści korzeni.

Ugrunotwanie

Teraz tylko musisz zbierać dowody na to, że to nowe przekonanie jest prawdziwe. Codziennie. I tak przez miesiąc (lub przynajmniej te przysłowiowe 21 dni potrzebne do wyrobienia nowego nawyku, choć im dłużej tym lepiej). Zapisuj, zapamiętuj, rób zdjęcia, notatki głosowe… cokolwiek, co sprawi że nie uciekną.

Noś nowe przekonanie ze sobą, przypominaj je sobie w każdym momencie, który ma potencjał na to, by uruchomić Twoje stare myśli. Testuj je, sprawdzaj jak się zachowujesz, jak inni reagują na Ciebie… Im więcej pozytywnych zdarzeń zbierzesz, tym szybciej przyzwyczaisz się do nowego przekonania i tym szybciej wykluczy ono to stare.

Oczywiście nic się nie dzieje z dnia na dzień. Może też się zdarzyć, że nowe nie będzie odpowiednie, albo że to, które uważałeś za kluczowe, nie jest jeszcze tym najniższym przekonaniem. Lub, że nie wszystkie przekonania odkryjesz na raz. Tragedii nie ma, czasem trzeba będzie to ćwiczenie powtórzyć. Jednak nie poddawaj się, ćwicz, a z każdym podejściem będzie Ci łatwiej. I będzie lepiej.