Posted in Praca

Pracownik do zadań specjalnych

Pracownik do zadań specjalnych Posted on 24 września 2018

Często się mówi, że pracownicy, którzy spędzają u swoich pracodawców mniej niż kilka lat to niezbyt dobra inwestycja. Więcej. Istnieją nawet instrukcje jak dbać o CV tak, by potencjalnego pracodawcy od siebie nie odstraszyć. Tłumaczy ona co przystoi młodym (zmiany co rok), a co starszym (zmiany co 3-5 lat). Takie oto schematy pokutują wśród pracowników i pracodawców, a wierząc w nie sami sobie podkładamy nogę. Tak przynajmniej uważam, mając za sobą i doświadczenie ciągłych zmian, i wieloletniego siedzenia w jednym miejscu. A schemat, jak to schemat, ma to do siebie, że nie zawsze jest słuszny.

Pracodawca patrzy z reguły z punktu widzenia długoterminowej inwestycji. Jednak jest jeszcze kilka innych aspektów, o których można zapomnieć…

Jak działa częsta zmiana

Każda zmiana pracodawcy to taki skok na głęboką wodę. W zależności od tego, jak szybko ktoś musi wypełnić lukę, uczy się albo szybciej albo wolniej. Jednak uczy się bo:

a) jest prawdopodobnie na okresie próbnym, więc chcesz się pokazać z jak najlepszej strony

b) w nowym miejscu jest naprawdę dużo do poznania, więc nie ma wyjścia – musi w przyspieszonym tempie ogarnąć wszystko, co jest dookoła niego

Jaki to przynosi efekt? Mózg się rozpędza. Po prostu. Im częściej jest się w takiej sytuacji, tym łatwiej przychodzi przyjmowanie nowych informacji z każdą kolejną iteracją. Jak wszystkie umiejętności, ta również jest wyćwiczalna. Oczywiście, pod warunkiem że za każdym razem daje się z siebie 100%, a nie bierze wszystkich na przeczekanie.

Długoterminowo taka osoba staje się idealnym nabytkiem dla pracodawców, którzy potrzebują pracownika na wczoraj. Takiego, który jak nie przymierzając członek SWAT wbiegnie, ogarnie w mgnieniu oka, naprawi co trzeba i… pójdzie dalej. Niekoniecznie jest to typ długodystansowca, bo on jednak potrzebuje uczenia się oraz zmiany i efektu przyspieszenia, którego codzienna praca w tym samym miejscu zwyczajnie nie daje. Częściowo może zapewnić to rola spadochroniarza przerzucanego z miejsca na miejsce do ratowania tych elementów organizacji, które podupadają. Jednak to będzie nadal tylko zastępczy sposób na utrzymanie takiej osoby.

Inkubacja

Długoterminowe przebywanie w tym samym miejscu jest jak inkubacja. Człowiek jest sztucznie utrzymywany w warunkach teoretycznie odpowiednich dla rozwoju. Jednak wg mnie jest to przeciwieństwo uczenia się.

Można by się spierać, że pracownik uczy się dogłębnie jednej dziedziny, że zdobywa wiedzę i doświadczenie w sposobach działania sprawdzających się w danym miejscu. Ma jakieś tam szkolenia i powolutku uczy się swojego otoczenia, a czasem nawet nowych umiejętności.. A ponieważ to co robi działa, wydaje mu się że wie wszystko. O wszystkim. I wszystkich możliwych miejscach.

Tego typu uczenie się przypomina raczej karmienie strzykawką, niż prysznic. Coś tam trafia, ale proces jest długi i mozolny. Po latach takiego karmienia ciężej jest przestawić się na coś nowego, bo człowiek jest jak po tej tytułowej inkubacji – wychowani do pracy w konkretnym miejscu.

Może się wydawać, że wartość takiej osoby na rynku jest ogromna, bo ma przecież lata doświadczenia. Taki pracownik jest też czasem podbierany, bo skoro w jednym miejscu zagrzał krzesło na wiele lat, to znaczy że w innym też tak zrobi. Będzie świetnym specjalistą w nowym miejscu. Jednak zanim to nastąpi to minie wiele miesięcy. Na dodatek nie wszystkie mechanizmy jakie ma wyuczone będzie w stanie zmienić. Bo taki pracownik zatracił zdolność szybkiego uczenia się wraz z całą elastycznością, którą poświęcił by się dopasować do sposobu pracy swojego długoterminowego pracodawcy. Nawet jeśli przysposobi się do nowego miejsca, może nie być w stanie wymyślić tam nic innowacyjnego. Za to będzie świetnie wykonywał zadaną mu pracę. Na 110%.

Do różnych zadań

Obojętnie co mówi nam schemat, nie ma lepszego i gorszego podejścia. Są pracownicy do różnych zadań i w taki sposób powinniśmy ich dobierać. Jeśli potrzebujemy kogoś na teraz, a właściwie na wczoraj, kto w przeciągu tygodnia zacznie już samodzielnie działać, to nie zważajmy na to ile czasu spędzał w poprzednich miejscach, ale na to ile tam osiągał w ciągu pierwszego pół roku.

Jeśli potrzebujemy pracownika na za kilka miesięcy, któremu możemy poświęcić dużo czasu na początek, by potem robił dla nas świetną robotę latami – to weźmy kogoś, kto już w jednym miejscu spędził dużo czasu. Najlepiej żeby to było podobne miejsce, gdzie poziom rozwoju firmy jest mniej więcej taki sam. Inaczej może się nie przyzwyczaić, bo jego sposoby działania nie będą skuteczne. Taka osoba może nie osiągnęła dużo w pierwszych latach pracy, ale miała fajne efekty w trzecim, czy czwartym roku.

Najgorsze zaś co możemy zrobić, to oczekiwać od jednego typu, że będzie drugim. I na siłę ludzi wtłaczać w nasze potrzeby.