Posted in Świadomość

Pomóc szczęściu

Pomóc szczęściu Posted on 19 czerwca 2018

Pamiętasz kluczową scenę z Amelii?…. Tę gdy główna bohaterka idąc mostem czuje pełną harmonię ze światem. Na pewno znasz to uczucie z własnego życia. Wszystko do siebie pasuje, nie ma zgrzytów, a świat podoba ci się taki jaki jest. W takich momentach nie przeszkadza ci nawet pies bezpardonowo obsikujący twój płot, ani sąsiad który znów źle zaparkował samochód. To właśnie wtedy czujesz się szczęśliwy.

Chwile ulotne. Nie trwają wiecznie. Jesteś szczęściarzem, jeśli zdarzając ci się codziennie. Niektórzy mówią, że szczęście jest tylko w naszych głowach. Inni – że szczęścia można się nauczyć, a świat zewnętrzny nie ma wpływu na nasz poziom szczęściwości. To co ma wpływ natomiast to nasz sposób postrzegania otoczenia. Ci ostatni tym co bardziej sceptycznym podają za przykład ludzi, którzy przeżyli Holokaust, mówiąc że do tego należy dążyć. Tak jakby życie to był jakiś ZEN masterclass…

Nie zgadzam się z aż tak radykalnym podejściem. Szczęście nie jest tylko umiejętnością i nie osiągniemy go ciężko pracując w celu jej nabycia. Przypomina ono jednak mięsień, który nieużywany wiotczeje. A to co nas otacza (właściwie to czym sami się otaczamy) może nam przeszkodzić go ćwiczyć! I wcale nie mam tu na myśli traumatycznych wydarzeń, bo na te nie mamy wpływu i naprawdę nie wiem jak im przeciwdziałać. To na co mamy wpływ to ilość, a więc i ograniczanie ilości tak zwanych „przeszkadzajek”.

Usunąć śmieci

Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz otwierałeś paczkę, w której zmówiony przez ciebie przedmiot był zanurzony w wypełniaczu z drobnego styropianu. Trzeba było go najpierw odgarnąć i usunąć, żeby dobrać się do tego, co było sednem paczki. Tak samo jest z tym nieszczęsnym szczęściem, które tracimy z oczu przez pierdoły. Często ten styropian wrzucamy sobie do naszego małego kartonu sami, a potem dziwimy się, że tak nam źle.

Jeśli dawno nie odczuwałeś szczęścia, jeśli od niego odwykłeś, to potrzebujesz wpierw trochę poćwiczyć zanim przypomnisz sobie jaki to naprawdę stan. Warto też zacząć właśnie od odgarniania przeszkadzajek.

Nasze mózgi mają ograniczoną pojemność. Nie da się wrzucać do nich kolejnych spraw i drobiazgów, a następnie oczekiwać, że ze wszystkim sobie poradzą. W przeciwieństwie do komputerów, nasza moc obliczeniowa nie rośnie wykładniczo z roku na rok zgodnie z prawem Moore’a. Każda sprawa do załatwienia, każda rzecz materialna która wymaga naszej uwagi i naszego czasu zwyczajnie zabiera przebiegi naszego wewnętrznego procka. Nawet jeśli obróbka takiej sprawy jedynie „chodzi w tle”.

Czym są więc przeszkadzajki? Są to wszystkie sprawy i rzeczy, które nie przybliżają nas ani o krok do tego, co dla nas najbardziej ważne. Są to kolejne bezsensownie zakupione gadżety których nie masz gdzie położyć, sprzęty których nie użyjesz, lub nie wykorzystasz, kolejny niezapłacony rachunek lub rata kredytu, który wziąłeś na coś, bez czego byś się obył. Lub kolejna zmiana, w którą inwestujesz czas i energię, a która służy tylko temu by poprawić w twoim życiu coś, co jeszcze rok temu zupełnie ci nie przeszkadzało i nigdy byś się nie spodziewał, że będzie.

Sprawy ważne

Ile miałeś w pracy szkoleń traktujących o tym, jak to sprawy dzielimy na ważne i pilne? Prawdopodobnie tyle co i ja, lub więcej, czyli naprawdę sporo. A pamiętasz kiedy ostatni raz stosowałeś tę zasadę w życiu osobistym?

Najlepiej czujemy się skupiając uwagę na sprawach ważnych. Te pilne są zazwyczaj frustrujące, powodują zdenerwowanie i chaos. To te momenty, kiedy masz wrażenie, że rzeczywistość cię przytłacza i nie panujesz nad nią zupełnie. To właśnie znak, że pilnych jest zbyt wiele… Nie pozbędziemy się ich z życia całkowicie, ale możemy je skutecznie ograniczać.

A mamy kilka możliwości. Możemy:

  • automatyzować (jeśli się kwalifikują)
  • delegować (jeśli nas stać)
  • lub usuwać (jeśli żadne z powyższych nie wchodzi w grę)

Do tego oczywiście trzeba wiedzieć, co jest dla nas ważne na tyle, by chcieć temu poświęcać czas, energię i pieniądze. I umieć oddzielić te sprawy od tych, którym – choć często nęcące, interesujące i kolorowe – należy grzecznie odmówić, by znowu nie zakopać się w styropianie.

Dzisiejszy wpis jest zalążkiem większego cyklu, który zakończy się jeszcze większą niespodzianką. Całość będzie poświęcona porządkowaniu chaosu, ograniczaniu problemów i zbędnych rzeczy, którymi się otaczamy. Będzie też o wyborach i o tym, jak podążać swoją ścieżką i mówić Nie wszystkim opcjom, które donikąd nie prowadzą. I o tym skąd to wiedzieć i jak wybierać tak, by potem nie żałować.

Jeśli temat cię interesuje, to na stronie w sekcji Minimalizm pojawiły się wpisy z mojego starego blogu traktujące o szeroko pojętym minimalizmie, a więc też poniekąd o uwalnianiu się od zbytecznych rzeczy, spraw i… ludzi. Możesz je potraktować jako wstęp, do tego co niedługo nastąpi…