Posted in Psychologia

Polacy

Polacy Posted on 14 października 2018

Od dawna zastanawiałam się czy w ogóle na ten temat pisać, a jeśli tak to jak. Tak długo nad tym myślałam, że ubiegł mnie w tym Michał Górecki, więc doszłam do wniosku, że czas już najwyższy na to, by coś o nas powiedzieć. Zwłaszcza, że wybory za pasem… 

W przeciwieństwie jednak do Michała, chciałabym się skupić na jednym aspekcie, który według mnie jest kluczowy jak chodzi o naszą polską mentalność. Dzisiaj więc będzie głównie o nim. Ale od początku… 

Czemu się rozpoznajemy

Czy zauważyliście kiedyś, jak łatwo wypatrzeć jest “naszych” w tłumie? Od razu nas widać. Mamy taki nasz umęczony wyraz twarzy, którego inne nacje nie mają. Zresztą to się tyczy nie tylko rozpoznawania się “na żywo”, ale też i na zdjęciach. Mam taką teorię, że chodzi tu o to, które grupy mięśni twarzy aktywujemy częściej, a które rzadziej. Te ruchy, odruchy i przyruchy mają wpływ na nasz wygląd. Mięśnie twarzy jak każda inna grupa podlega kształtowaniu podczas ćwiczeń. Im częściej reagujemy w konkretny sposób, aktywując konkretne mięśnie, tym bardziej odbija się to na naszym wyglądzie. Nasze reakcje, a więc i ekspresje mimiczne są wywoływane przez emocje, jakie odczuwamy. A te emocje są wynikiem tego, jak postrzegamy świat. Tu już wchodzi w grę wychowanie a więc i nasza wielowiekowa historia. 

Niektórzy mówią, że DNA przechowuje informacje o traumie, również tej narodowej. No cóż, aż tak daleko bym nie szła chyba, że mamy na to dowody badań naukowych (nie znalazłam). Jednak na pewno nasze reakcje odciskają się na naszych fizjonomiach. Reakcje, które są wynikowymi doświadczeń nie tylko naszych, ale i wcześniejszych pokoleń. 

Zachowania

Jednak wygląd to nie wszystko. To co nas wyróżnia w tłumie innych nacji to też to, jak się zachowujemy. Przemy byle do przodu, łokciami się pchamy. Tak jakby miało za chwilę już czegoś nie starczyć, jakby od tego zależało nasze szczęście, czy wyjdziemy do samolotu pierwsi czy nie… Brakuje nam luzu, uśmiechu.

Lotniska są jednym z tych miejsc, gdzie najbardziej się to rzuca w oczy. Brytyjczycy mówią o sobie, że znają się na kolejkach, wiedzą jak się w kolejkach zachować. Jednak w ich przypadku to oznacz, że spokojnie czekają na swoim miejscu, nie powodując chaosu. Wiedzą, że nie ma znaczenia czy się stoi na początku czy na końcu – i tak w końcu nadejdzie ten moment, na który wszyscy czekają i stanie się przy okienku. A my… My cały czas stoimy w tej kolejce po pralkę, której pojawiło się tylko kilkadziesiąt sztuk i od miejsca w kolejce zależy nasze “być albo nie być”.

Na dodatek w tym wyścigu jesteśmy niemili dla pozostałych. Nie przychodzi nam łatwo współpraca, docenianie siebie i innych osób.  A już powiedzenie komuś “good job” przechodzi często nasze możliwości. 

Skąpstwo emocjonalne

Ta część naszych zachowań to właśnie skąpstwo emocjonalne, o którym często mówi Katarzyna Miller. Nie potrafimy mówić dobrze o innych, nie potrafimy mówić dobrze o sobie. Powiedzenie komuś wprost czegoś dobrego to prawie jak odebranie czegoś sobie samemu od ust. Tak jakby na świecie była tylko skończona ilość umiejętności i mówiąc komuś, że coś zrobił dobrze sprawiamy, że sami stajemy się mniej warci. 

Efekt jest taki, że żyjemy w wiecznym niedosycie akceptacji. Jednak tkwimy w tym całymi pokoleniami, bo ciężko coś takiego wychwycić nie mówiąc już o zmianie. I tak sobie działamy, cały czas niedopieszczeni, szukający potwierdzenia własnej wartości na zewnątrz. Gdy je jednak otrzymujemy to nie potrafimy w nie uwierzyć, przyjąć go, czy też w ogóle go do siebie dopuścić. Atakujemy więc drugą osobę, lub podważamy jej wartość. Skoro bowiem powiedziała nam coś miłego, to albo jest głupia i nic nie wie, albo chce nami manipulować, albo jest gorsza od nas, bo przecież inaczej nie widziałaby w nas nic dobrego. 

Na drugim końcu są Amerykanie, dla których wszystko jest “awesome”. Chętnie ich podajemy jako przykład tego, jacy nie chcemy być. W ten sposób jednak jedynie się utwierdzamy w tym, że mamy rację podchodząc do komplementów tak jak to robimy. Racjonalizując na pewno nie wyjdziemy w zaklętego kręgu sknerstwa. Bynajmniej nie chodzi o to, żeby dołączyć do Amerykanów i wszystko uważać za cudowne. Chodzi jak zwykle o złoty środek.

Skąd to wszystko

To nasza historia oczywiście. Lata zaborów, wojen, PRLu. Musieliśmy się ukrywać, szukać sposobów na to by nie tylko przetrwać, ale i by przetrwać w jako-takim stanie (zdrowotnym, materialnym, mentalnym… dowolne wybrać). Przyzwyczailiśmy się więc do tego, że mamy wspólnego wroga, że zawsze musimy być przeciwko komuś. Że żeby coś zdobyć, trzeba komuś innemu zabrać. Do tej pory tak nam się najefektywniej pracuje. Nie mamy wyrobionych zbyt wielu mechanizmów służących współpracy. 

Tak też narodziła się hipokryzja, która każe nam cieszyć się z tego jak uda nam się nie ponieść konsekwencji za łamanie przepisów, które służą także i nam. Oszukiwanie systemu mamy opanowane do perfekcji. Jednak tego typu oszustwa nie do końca sprawdzają się w typowym demokratycznym społeczeństwie. W innym kraju, chwalenie się tym, jak to oszukało się system podatkowy nie byłoby najlepszym sposobem na rozruszanie imprezy. U nas nadal coś takiego działa. A potem dziwimy się, jak to się dzieje że nie ma pieniędzy w miejskim budżecie na oświetlenie na drogach. I oskarżamy wszystkich dookoła, łącznie z Niemcami i Rosją, od których nigdy nie otrzymaliśmy zadośćuczynienia za zniszczenia wojenne.

Domyślam się też, że w tamtych właśnie dawnych czasach powstały przekonania o tym, że jak bogaty to dorobił się na czyjejś krzywdzie, czy ukradł. Albo współpracował nie z tą stroną, z którą powinien. Był więc przeciwko większości. 

Eichelberger mówi, że wyjście ze zmian jakie w ludziach wywołują działania wojenne zabiera 3 pokolenia. A więc 75 lat… Teoretycznie to już za chwilę. Jednak na to właśnie nie chce pozwolić  PiS.

Paranoja

Paranoja jest ubrana w garnitury. Wmawia nam, że wszyscy są przeciwko Polsce, że musimy tego wroga zniszczyć. To właśnie wykorzystywanie naszej mentalności do celów zawłaszczania władzy. To działa – przede wszystkich na ludzi starszych, mniej wykształconych, którzy nie są w stanie dojrzeć wzorców w sposobach myślenia. Nie są w stanie bo nie zdają sobie sprawy, że to jest wzorzec. Jeden z wielu. Do tego bowiem, by coś zauważyć trzeba wiedzieć, że na tym się świat nie kończy. 

Zmiana jest przerażająca. Zawsze. Odejście od starych sposobów działania i pojmowania rzeczywistości w stronę czegoś co nieznane jest bolesne zwłaszcza dla tych osób, których całe życie opierało się na starych schematach. Jednak mamy wybór, jak zawsze. Nie musimy kurczowo trzymać się tego, co było. Nie musimy poddawać się naszej narodowej paranoi, uważać się za uciemiężonych i nieprzeciętnie doświadczonych przez los wybrańców.  Dotyczy to nie tylko wyborów, opcji politycznych i społeczeństwa w wymiarze makro. Tak samo działa to w wymiarze mikro. Nie musimy być ofiarami, nie musimy cały czas żałować innym miłych słów. I nie musimy poddawać się naszym wielopokoleniowym przekonaniom. Możemy stworzyć nowe.