Posted in Świadomość

Albo piękne, albo inteligentne

Albo piękne, albo inteligentne Posted on 13 marca 2019

Dzień Kobiet każdego nastraja inaczej. Jedni wspominają z rozżewnieniem goździki i rajstopy, inni mówią o tym, jak to bez kobiet świat by nie istniał i że jesteśmy jego pełnoprawnymi mieszkańcami (gdy ktoś coś takiego mówi, zawsze się zastanawiam, kogo chec przekonać – siebie czy innych). Mnie nastroił do przemyśleń femonistyczno-filozoficznych. Zaczęłam się zastanawiać jak by to wszystko wyglądało, gdyby nie nasze podejście do piękna.

Mówi się, że kobiety są albo piękne, albo inteligentne i niestety nie jest to aż tak dalekie od prawdy. Wystarczy spojrzeć na tak zwaną średnią w działach IT vs średnią chociażby w naszym polskim kinie. Pod względem urody, oczywiście. Tak samo zaskakuje piekna kobieta w dziale technicznym jak inteligentna aktorka. Jest to schemat, który z czegoś się wziął – w innym przypadku zaskoczenie nie byłoby aż tak wielkie. Pytanie tylko czy pierwsze było męskie jajo czy damska głupia kwoka…

Ładniejsi mają łatwiej

Tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć… Było mnóstwo badań, które udowodniły że osoby potrzegane jako piękne otrzymywały lepsze oceny na egzaminach, łatwiej znajdowały pracę i oferowano im lepsze warunki finansowe.

Jako ludzie mamy tendencję do tego by postrzegać innych w dużej mierze przez pryzmat tego, jak wyglądają. To tak zwany efekt aureoli – wydaje nam się, że skoro są ładni to są też inteligentni i dobrzy. Dlaczego natura nas tak stworzyła? Chyba jedynie po to, by deklasifikować odstraszającą brzydotę i wynaturzenia. Żaden inny powód nie przychodzi mi do głowy. Niestety trochę z tym przedobrzyła i w efekcie odrzucamy też ludzi, którzy po prostu nie są piękni. Są przeciętni. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że ładnym jest łatwiej. Czyli żeby zdobyć ten sam efekt co osoby brzydsze, potrzebują włożyć w niego zwyczajnie mniej wysiłku. W związku z tym, mniej się rozwijają – bo nie muszą tego robić.

W kilku swoich książkach, Miłosz Brzeziński przytacza badania, z których wynika że najwięksi przedsiębiorcy (bodajże) UK mają tylko jedną wspólną cechę – dysleksję. Wniosek z tego wysnuwa taki, że uczyli się od początku działać i starać bardziej bo było im zwyczajnie trudniej. Stąd wzięła się determinacja i umiejętność pokonywania przeciwności. Jeśli by rozszerzyć to na urodę, to wniosek nasuwa się następujący – brzydsi uczą się więcej, szybciej się rozwijają i osiągają lepsze efekty.

Naturalne jest, że osiągają więcej na tych polach, na których mają taką szansę. Wiedząc, że nie poprawią urody, inwestują w inne obszary. Bo wbrew pozorom, inteligencja nie jest stałą cechą której nie jesteśmy w stanie zmienić. Można ją zwyczajnie rozwijać.

Czyli przeciętnej urodzy dziewczyny uczą się lepiej, wiedząc że muszą. O ile mają jakiekolwiek ambicje oczywiście. Od małego informowane o tym, że nie są zbyt piękne, a co za tym idzie na ich urodę nikt się raczej nie skusi, wiedzą że nie ma po co w ten obszar inwestować. Pokonują więc inne przeciwności losu, ograniczenia wszelkiej maści i zasiadają w polibudowych ławkach.

Naciski społeczne

Nie dość, że patrzymy na innych ludzi przez pryzmat ich urody, to jeszcze dodatkowo to wzmacniamy zachowaniami społecznymi. O tym bardzo ładnie pisze Kasia Miller w jednej z miliona swoich książek. Dziewczynki, które urodziły się ładne, są od małego przekonywane, że powinny pracować urodą. Zawód modelki, aktorki, itd jest ich przeznaczeniem. Czyli nie dość, że mają z lekka łatwiej i nie muszą aż tak zapierdalać z nauką jak ich brzydsze koleżanki, to jeszcze im się wmawia, że mogą całą naukę odrzucić i pracować ciałem. To jak mają się tak wykrztałcić, by poradzić sobie w naprawdę trudnych intelektualnie zawodach?

Trudno się potem dziwić, że piękna kobieta w zawodzie lekarki, nauczycielki, czy informatyka zaskakuje tak samo mocno, jakby powiedziała, że ma trąd. “You’re too cute to be a doctor” pada w jednym z nowych uploadów Netflixowych. I niestety okazuje się, że (w tym przypadku) facet lekarzem faktycznie nie jest – jest aktorem. Wniosek? Ci którzy są piękni, są zbyt cenni by służyć innym i powinno im się oddawać hołd – chociażby zachwytem nad ich urodą, jeśli już nie na modłę starożytnego Egiptu.

Mężczyzną nigy nie byłam więc nie wiem na ile ten sam schemat jest odczuwalny w męskim świecie. Wiem natomiast, że jak zwane uprzedmiotawianie kobiet nie pomaga temu, byśmy były skłonne traktować urodę i inteligencję na równi. Nie jest to jedyny powód status quo, ale nie da się ukryć, że swoją cegiełkę dołożył. Zadomowił się w nas, w społecznosci od kilku tysięcy lat patriarchalnej w sposób zupełnie naturalny.

A natura sobie

To, że mozliwości intelektualne nie wykluczają się z urodą powinno być dla nas oczywiste. Tak samo jak inne cechy, tak samo te prezentują wszystkie możliwe poziomy u jednostki, łącząc się zupełnie dowolnie ze wszystkimi innymi cechami. Gdyby tak nie było, za inteligencję i urodę musiałby odpowiadac dokładnie ten sam wycinek DNA, działając jak suwak na skali kolorystycznej (albo zieleń, albo magenta – nie da się sprzesunąć suwaka w obie strony na raz). Nie byłoby też możliwe, żeby dana osoba nie była ani piękna, ani inteligentna, a jednak taki zestaw nikogo w społeczeństwie nie zaskakuje.

Przestańmy więc uważać, że uroda wyklucza mądrość i namiawiać piękne osoby do tego by były… tylko piękne. Zachęcajmy dzieci za to do tego, by się rozwijały, uczyły i wzmacniały swoją wrodzoną inteligencję. I może za paredziesiąt lat, nikogo nie zaskoczy już piękna kobieta odbierająca Nobla, zamiast nagrody Darwina.