Posted in Świadomość

Nie odkładaj na później

Nie odkładaj na później Posted on 2 lipca 2018

Nie wiem, czy wiesz że odkładanie spraw na święte nigdy jest jedną z przyczyn poczucia przytłoczenia. Niezałatwione kłębią się w ukryciu, żeby w najmniej spodziewanym momencie cię ugryźć. A na dodatek są kulą u nogi. Nawet jednak jeśli zdajesz sobie z tego sprawę, albo podskórnie czujesz jaki to ma efekt – nadal odkładasz, myśląc że może tym razem będzie inaczej. Czas z tym skończyć.

Dlaczego odkładamy?

Bo jesteśmy leniwi. No niestety, taka prawda. :) Naszym stanem naturalnym jest jednak nicnierobienie, oszczędzanie sił na ucieczkę przed groźnym zwierzem, polowanie, czy inne wypady po zapasy jedzenia. Jeszcze nie wyewoluowaliśmy z tamtych czasów. Dlatego tak trudno nam się zmotywować do ciągłych i powtarzalnych zajęć. Od zarania gatunku działaliśmy sinusoidalnie. Duży zryw przeplatał się z dłuższym odpoczynkiem. Innymi słowy – ciągłe drobne działania i dążenie małymi kroczkami do celu jest wbrew naszej naturze. To się tyczy tak samo odłożenia po sobie talerza do zmywarki, zapłacenia rachunków, trenowania do maratonu, jak i budowania swojego biznesu.

Jeśli śledzisz to, co piszę lub zajrzałeś do Akademii Minimalizmu to wiesz, że jak chodzi o to przysłowiowe odkładanie naczyń do zmywarki, to radzę sobie całkiem nieźle. Ale czy czy oznacza, że dla mnie jest to proste? Dupa tam, wcale że nie! Nawyk oczywiście pomaga, a jakże, ale jednak odruch zostaje. Mi też ciężko się zwlec z kanapy, żeby tę setną łyżeczkę do kawy umyć od razu i nie zostawiać jej na ławie. To co mi pomaga to znajomość konsekwencji odkładania. Nawyk to dobre narzędzie, ale żaden nawyk nie pomoże gdy nie wiesz, po co coś robisz…

Co się dzieje gdy odkładamy?

Sprawy odłożone na później mają kilka podstawowych konsekwencji. Po pierwsze zalegają w zakamarkach naszych myśli i duszą jak nie przymierzając za ciasne buty.  Znasz na pewno myśl „o boże, jeszcze to muszę zrobić”. Nie działa ona zbyt motywująco. Wręcz odwrotnie – często powoduje, że czujesz się ze sobą jeszcze gorzej, tak jakbyś nie zrobił zadania domowego na czas, albo nie nauczył się na kartkówkę. Nie jest to może uczucie, które od razu każe sobie zarzucić pętlę na szyję, ale na pewno nie pomaga nam czuć się dobrze. Nastrój i samopoczucie opadają jak zdechły balonik.

Po drugie, negatywne konsekwencje rzeczy odłożonych rosną wykładniczo w stosunku do czasu ich zalegania. Każdy facet (i nie tylko) przyzna mi rację, gdy posłużę się przykładem rozrządu w samochodzie. Odkładasz i odkładasz, aż do pewnego dnia gdy akurat wybierasz się w trasę. Efekt? Stoisz gdzieś w połowie drogi z miejsca A do miejsca B, plując sobie w brodę, że nie wymieniłeś go wcześniej. Wymiana silnika – kilka tysi, koszt odwołanego zlecenia – co najmniej drugie tyle. Stracony czas – bezcenny, jak to mówi Mastercard.

Trzeci rodzaj konsekwencji najlepiej wytłumaczę na przykładzie tej nieszczęsnej zmywarki. No bo nie czarujmy się, ale sprzątanie nie jest najprzyjemniejszym zajęciem pod słońcem. Można je polubić, ale nie tak żeby uczynić z niego swoje hobby. Zazwyczaj odsuwamy je od siebie jak możemy. Ale czy zauważyłeś, że jak już sprzątniesz to potem dbasz o to, w co włożyłeś tyle wysiłku? Póki jest czysto, to łatwiej podnieść cztery litery i umyć ten jeden talerzyk. Im zaś dalej w las, im więcej już tych brudnych naczyń stoi, tym jest ciężej. Opisywałam to w poście o teorii rozbitych okien.

Innymi słowy – porządek trzyma się łatwiej robiąc drobne rzeczy na bieżąco i od razu (czyli dokładnie wbrew naszej naturze!). Tak samo załatwia się wszystkie inne sprawy – rachunki, treningi, czy kolejny projekt. OD-RA-ZU. Bo im dłużej będzie zalegał, tym łatwiej będzie do tego dorzucić kolejny. A gdy ta sterta spraw urośnie, to znów będziesz czuł, że sobie nie radzisz i że, nie daj boże, jesteś beznadziejny. Już nie mówiąc o tym, że cała lista spraw do załatwienia powoduje (znowu) efekt przytłoczenia.

Jak nie odkładać?

Pamiętasz formułę 3Z? Zakuć-zdać-zapomnieć. Jeśli nie, to znaczy że należysz do tych szczęśliwców, którzy nie działali na studiach tym trybem. ;) Ale o ile ta formuła nie sprawdza się w nabywaniu wiedzy, o tyle idealnie się nadaje do załatwiania spraw. Tylko Zetki są ciut inne…

3Z dla nieodkładania to Zaplanuj-Załatw-Zapomnij. Jeśli nie możesz czegoś wykonać od razu – Zaplanuj i ustaw sobie przypominacz. I nie oszukuj… Nie planuj wstania z kanapy na za 10 minut, bo tego nie zrobisz. ;) Obudzisz się koło północy i wtedy już na pewno nie będzie ci się chciało. Planowanie dotyczy tylko spraw, których nie możemy ani wykonać od razu, ani zautomatyzować (jak rachunek za prąd – każdy bank ma odroczony przelew). W każdym innym przypadku Załatw od razu. A potem Zapomnij. Będziesz miał wolny umysł do tego, by zająć się rzeczami zdecydowanie przyjemniejszymi. :)

Brzmi dobrze? Tylko, że samo się nie nauczy… Jeśli zupełnie nie masz nawyku wykonywania rzeczy na bieżąco, to niestety nie ma prostszej drogi jak sobie ten nawyk wypracować. O budowaniu nawyków pisało już tylu, że chyba nie muszę wrzucać do internetów kolejnej metody. Obojętnie jaką sobie wybierzesz – czy budowanie na już istniejącym, czy budowanie od podstaw, pamiętaj żeby nie przedobrzyć.

Wybierz sobie maksymalnie 3 rzeczy, które chcesz znawykować – jak to sprzątanie po sobie talerzy, płacenie rachunków w momencie gdy przyjdą, otwieranie poczty od razu po jej przyniesieniu do domu, czy trenowanie raz dziennie. Na początek tylko trzy rzeczy, które najbardziej ci przeszkadzają.

Mamy tendencję do tego, żeby rzucać się ze zmianami od razu na wszystko, myśląc „to ja teraz będę…”, albo „jak się zmienię… to mnie nie poznają” i robimy listę długą jak Wołga szeroka. A po tygodniu sił już nam nie starcza. Budowanie nawyku to jest wysiłek, więc nie zbudujesz jednocześnie kilkunastu. Zacznij od kilku i dopiero jak poczujesz się z nimi pewnie i faktycznie staną się nawykiem – idź dalej. I pamiętaj, że nikt za ciebie w twoim życiu nic nie zmieni. A nawet jeśli by próbował, to nie chcesz żeby tak było! Więc jedynym rozwiązaniem by czuć się dobrze, jest zmienić samemu co trzeba i iść dalej. ;)