Posted in Świadomość

Nadciąga totalny kataklizm?

Nadciąga totalny kataklizm? Posted on 31 grudnia 2018

Koniec roku. Dobrze, że nie koniec wieku, bo to byśmy dopiero mieli nastroje fin-de-siècle’owe… Jednak nawet koniec roku sprawia, że tworzymy coraz więcej wizji nadchodzącego armagedonu – a przynajmniej ja tak to odczuwam, będąc co rusz atakowaną na fb nowym filmikiem propagandowym. Wszystko zmierza ku upadkowi – począwszy od nas jako ludzi przez wszystko na co mamy wpływ, aż do tego, na co wpływ mamy tylko częściowy (a więc tego, co stanie się z naszą planetą). Nie dotyczy to tylko fb – jeśli ktoś oglądał Black Mirror, to wie co to znaczy dostać w twarz oczywistą metaforą aż echo się niesie…

Ogólnie rzecz biorąc, brakuje mi trochę stoickiego podejścia do tematu. Bo to wcale nie jest tak, że kiedyś to było… a teraz to jest do dupy i jak te zombiaki wpatrzone w smartfony zmierzmy na skraj przepaści. Każde pokolenie mówi to samo – bo każde boryka się ze zmianą. A zmiana nas boli, zwłaszcza gdy przeglądamy się w oczach młodszego pokolenia…

Millenialsi

Biedni ludzie… Ledwo co się urodzili, a już odmawia im się prawa do decydowania o sobie. Bo tacy, bo owacy i za dużo chcą od życia a za mało dają od siebie.

Fakt, mamy czasy narcystyczne. Skupiamy się na sobie i na swoich potrzebach. Jednak według mnie jest to naturalny etap naszego rozwoju jako społeczeństwa. I to dobry sygnał. Idziemy w górę piramidy Maslova. I dowiadujemy się o sobie coraz więcej – o tym, jak działamy, jak pracują nasze mózgi i co nami powoduje. Tego nie da się dowiedzieć bez przyjrzenia się sobie samym. Narcyzm jest tylko objawem tego, że zaczynamy coraz bardziej zwracać uwagę na inne aspekty bytowania niż tylko te fizyczne.

Kiedyś zdecydowanie więcej energii poświęcaliśmy kwestii przeżycia. Nie tylko goniąc za tymi przysłowiowymi mamutami, ale też i potem. W przypadku kobiet było to dość długo – aż do momentu, gdy same zaczęłyśmy na siebie zarabiać i siebie utrzymywać.

Gdy ważne jest przeżycie i samo życie w jako takim dobrobycie to własne samopoczucie schodzi na drugi plan. To nie znaczy, że tych emocji w nas nie ma. Nie bez powodu histeria była w czasach Freuda typową kobiecą przypadłością. Śmiem twierdzić, że histeria była wentylem bezpieczeństwa. Jedynym dostępnym sposobem ujścia emocji, na które kobiety po prostu nie mogły sobie pozwolić.

Obecne czasy to moment starcia starego i nowego sposobu myślenia. Starego, czyli niepozwalania sobie i nowego czyli skupienia na sobie samym. Starsze pokolenia szkalują millenialsów za to, że ci pozwalają sobie na robienie tego czego tamci nie mogli. Nie widzą jednak drugiej strony medalu. Chorobą naszych czasów jest depresja.

I tu postawię pewną hipotezę. Bo co jeśli depresja jest takim samym wentylem bezpieczeństwa jakim swego czasu była histeria? Gdy teoretycznie nie musimy już walczyć o przeżycie, czasy mamy w miarę urodzajne i moglibyśmy się skupić na sobie, a jednak tego nie robimy bo nie dajemy sobie na to przyzwolenia, to pojawia się depresja. Jest to oczywiście duże uproszczenie. Jednak depresja jak mało która choroba jest podatna na placebo oraz na pomoc drugiej osoby i przebywanie wśród przyjaznych sobie ludzi. Sami sobie nie dajemy prawa do spojrzenia w siebie a jednocześnie chcemy, by za nas zrobił to ktoś inny. Może dlatego pomoc z zewnątrz tak dobrze działa.

Według mnie i mojej hipotezy, narcyzm jest tylko etapem przejściowym. Musimy jako społeczeństwo zrozumieć więcej o nas samych, by uniknąć problemów, jakie mamy aktualnie (czyli zmienić je na inne ;)) i przejść do kolejnego stadium rozwoju. To nie tak, że po narcyzmie to już będzie tylko gorzej, wszyscy zamkniemy się w sobie i zamieszkamy pojedynczo z telefonami komórkowymi… I pizzą. ;)

Technologia i media

Tak… Liczba, a właściwie już ilość filmików pokazujących jak to niedługo zginiemy wpatrzeni w nasze smartfony jakoś ostatnio się zwiększyła.

Zachłysnęliśmy się tym, co możemy i co mogą dla nas zrobić nasze technologiczne twory. No bywa. Właściwie to za każdym razem tak się dzieje, jak odkrywamy coś co potem jest dostępne od lat 18-stu. Swoją drogą, jestem ciekawa kiedy nastąpi ten moment dla smartfonów – bo one tak samo jak używki dają dopaminowego kopa. Zresztą, internet wywiera na nas taki sam wpływ.

Więc co będzie? Ano nic takiego. Nie będzie wielkiej zagłady, nie pomrzemy gapiąc się w ekrany i karmiąc się sami dożylnie. Po prostu w którymś momencie wprowadzimy trochę regulacji i będziemy żyć dalej. Było tak już wcześniej i też daliśmy radę. Smartfony nas nie zabiją. Tak samo też nie zabije nas A.I.

A.I. to już w ogóle robi karierę w filmach. No i ma też swoje możliwości w rzeczywistości. Jednak istnieją przecież jeszcze inne rozwiązania, poza tym które zakłada, że staniemy się bateryjkami dla sztucznej inteligencji. I o takie, które już się praktykuje – jak rozpoznawanie depresji oraz chorób na podstawie twarzy czy wypowiedzi. Jeśli rozwiniemy ten wątek, to jako ludzkość zbliżymy się do tych ekranizacji, które pokazują zaawansowane społeczeństwa innych galaktyk, które przybywają nas ratować od nas samych. Brzmi słodko. Nawet za słodko. Jednak to pokazuje, że nie ma tylko jednej wizji naszej ziemskiej przyszłości. O ile to będzie ziemska przyszłość.

Klimat, smog i inne paskudztwa

Klimat… Tego, że CO2 ma wpływa na klimat i że ten wpływ jest negatywny nie zamierzam negować. Tak samo rzecz się ma ze smogiem. Mówi się, że zawsze paliło się w piecach i kiedyś nie było cieplika miejskiego. A jednak kiedyś też było nas mniej, nie było PETów i innych badziewi jakie ludzie potrafią spalać. Więc tak, niszczymy Ziemię. Tu ozon, a tu freon w Chinach, które nic sobie z tego zakazu nie robią. Tu tlen i zdrowie, a tu cząstki stałe…

A jednak… Jednak coś mi tu zgrzyta. Bo nasza planeta już wielokrotnie była poddawana zmianom klimatycznym. Zgadza się, że nie tak szybkim. Zgadza się, że nie może przy takim stężeniu różnych czynników. Jednak radziła sobie. I myślę, że po naszym wyginięciu (bo nie czarujmy się, ale w przypadku niesprzyjających warunków my ludzie zginiemy pierwsi) Ziemia da sobie radę.

Nie oznacza to bynajmniej, że ruchy ekologiczne nie mają sensu, a w piecach można palić byle czym! Bynajmniej. Powinniśmy się faktycznie tematem zająć i raz na zawsze ukrócić niezdrowe praktyki. Jednak robienie z tego ideologii, dorabianie teorii spiskowych oraz wieszczenie wielkiej zagłady to wielkie przegięcie. Bo w najgorszym przypadku zabijemy sami siebie – natura sobie bez nas poradzi. A przynajmniej nie zniszczymy już więcej planet. ;)

Konsumpcjonizm

Kolejne bicie na alarm. Bo jeśli nie zniszczymy sobie klimatu to zarzucimy Ziemię śmieciami. A potem sami się pod nimi udusimy.

No więc okazuje się, że nie musi tak być, bo już podejmowane są drobne działania na rzecz zmian legislacyjnych sprzyjających produkcji towarów „na lata” a nie „na sezon” czy jednorazowych. Trochę na to poczekamy, ale 2021 nie jest aż tak daleko (EU wprowadza zakaz użytkowania jednorazowych plastików), a przynajmniej coś się dzieje.

Konsumpcjonizm jednak to nie tylko śmieci. To także kupowanie. A to kupowanie – jak już wszyscy wiemy – ma w dużej mierze zapełnić nasze luki emocjonalne, których nie wypełniamy jak powinniśmy, bo często nawet nie zdajemy sobie z nich sprawy. Wróćmy więc na chwilę do hipotezy o narcyzmie i rozwoju z pierwszej części artykułu. Jeśli faktycznie narcyzm byłby etapem przejściowym mającym na celu lepsze nauczenie się rozpoznawania własnych emocji i potrzeb, to po tym etapie powinniśmy też odejść od konsumpcjonizmu. W końcu będziemy wiedzieć czego nam naprawdę trzeba, więc nie będziemy się zapychać zakupami.

Tak więc obostrzenia prawne to jedno, ale druga sprawa to nasz rozwój i nasza świadomość. A tu jest spora nadzieja, bo ruchy minimalistyczne stają się coraz bardziej popularne. I nie chodzi tylko o trend, ale właśnie o świadomość.

Co robić, jak żyć

Przede wszystkim pomyśleć i opowiedzieć się za którąś z opcji (eko, czy niszczenie świata – konsumpcjonizm czy minimalizm – rozsądek czy jego brak). A potem rozejrzeć się wokół siebie i zobaczyć, że są już ruchy które działają „na rzecz”.

Często wydaje nam się, że jak 100% ludzkości nie podejmie jakiegoś działania, to nastąpi koniec i to gwałtowniejszy niż uciechy. Na szczęście, czasem wystarczy kierunek wyznaczony przez małą grupę ludzi i, choć brzmi to sekciarsko, dana idea zapuszcza korzenie. Więc jest szansa, że jakoś przetrwamy. Znowu – bo przetrwaliśmy już naprawdę sporo. Czego Wam i sobie życzę na ten nowy 2019 rok. ;)