Posted in Świadomość

Bakterie i ludzie

Bakterie i ludzie Posted on 7 listopada 2018

Ostatnie dni rozlały się po social mediach njusami w sprawie epidemii odry oraz 14 miesięcznej Hani. Publika podburzona z obu stron, co rusz pojawiają się artykuły i analizy w tym temacie oraz zgryźliwe niemerytoryczne odpowiedzi ze strony tych, którzy są anty. Mamy więc dwie grupy, z których każda uważa się za mądrzejszą i wszechwiedzącą jak nie przymierzając narrator z lektury szkolnej.  I można by chcieć żeby temat był prosty i czarno-biały. Tylko, że jak to zwykle w niebajkach bywa – tak nie jest.

Wszystkiemu winne internety

Prawda? Bo przecież gdyby nie Internet i łatwość komunikacji to nie byłoby tylu antyszczepionkowców. Otóż nie…

Internet wyszedł nam trochę jak energia atomowa – w zamyśle zbawienny, ale efekt poszedł rykoszetem. Miało być to medium do tego, by ułatwić naukę i popularyzować wiedzę. Tylko, że bez cenzury popularyzuje się wszystko, a nie tylko treści naukowe. A że social media potrafią idealnie robić za głuchy telefon, to efekt jest jaki jest. Jednak to nie wina Internetu. Ani nie wina braku cenzury, że upowszechnia się niewiedza…

Jako ludzie po prostu “tak mamy”. Ciężko nam się przyznać do tego, że czegoś nie rozumiemy, bo to wstyd. A wstyd jest obarczony poczuciem winy, odrzuceniem społecznym i związanym z tym poczuciem braku przynależności. Więc gdy czegoś nie wiemy to nadrabiamy jak możemy. Mamy wiele patentów – od “nie znam się to się wypowiem i poczuję się jak autorytet”, do tłumaczenia sobie w sposób prosty czy też prostacki wszystkimi dostępnymi dla umysłu elementami układanki (a gdy tych klocków mam mało, to domek zbuduję jaki umiem). To ostatnie właśnie powoduje, że jako ludzie jesteśmy podatni na teorie spiskowe oraz uproszczone rozwiązania, nad którymi nie trzeba zbyt wiele myśleć. Ma być takie, żebym zrozumiał i to szybko. Bo człowiek zazwyczaj chce narzędzia i to takiego, nad którym nie będzie się musiał zastanawiać. Niestety. Czy to znaczy, że głupiejemy coraz bardziej? Nie do końca… Zawsze tak działaliśmy, tylko nie było tego wcześniej widać z taką mocą jak teraz.

Przy okazji tego tematu chciałabym się rozprawić z największą nieprawdą naszych czasów, którą słyszę praktycznie codziennie. Nie, wcale nie jest gorzej niż było kiedyś. Społeczeństwo nie ulega właśnie powszechnej degrengoladzie. Po prostu widzimy więcej, bo mamy dostęp do większej ilości informacji. Na dodatek media serwują nam więcej njusów negatywnych niż pozytywnych, bo to się sprzedaje. Mózg tego właśnie chce bo na tej podstawie uczy się o otaczających nas zagrożeniach. Dlatego tak bardzo wciągają nas wiadomości o wojnach i atakach terrorystycznych, nie mówiąc już o tych, że ktoś tam kogoś w wiosce obok zaciukał młotkiem. Tylko to, co w założeniu natury było mechanizmem ochronnym, stało się mechanizmem napędzającym popyt na złe wiadomości. Efekt jest taki, że wydaje nam się, że świat schodzi na psy. Polecam tego TEDa, tak na polepszenie percepcji naszych czasów.

Nasze wyobrażenie o świecie jest i będzie zawsze ograniczone do tego, co widzimy. Kiedyś była to jedna wioska 500x500m, dziś jest to świat online. Jednak nadal jest to tylko i wyłącznie nasze pojęcie i nasze osobiste (lub wtłoczone nam w głowy – to w przypadku tych bardziej leniwych) wnioski.

Innymi słowy, to nie tak że teraz, jak już mają swoje sposoby ułatwionej komunikacji, świat zaleją antyszczepionkowcy oraz ludzie pokroju Zięby, a cała klasa naukowa wymrze. Po pierwsze nie będzie tak dlatego, że jednak ogólnie dzieje się coraz lepiej (patrz wyżej), a po drugie żaden rozwój (ani zwój) to nie linia prosta (odpowiednio w górę czy w dół). Nawet jeśli teraz nastąpi lekki spadek, to on nie oznacza, że już nigdy nic się nie poprawi.

A co do “coraz lepiej”, porównaj sobie poziom wiedzy, przestępczość oraz ogólną jakość życia 300, 200, 100 lat temu i teraz. Chyba wystarczy za dowód, że naprawdę się poprawia. Nawet jeśli mózg nadal będzie Ci podpowiadał, że kiedyś było lepiej, to wiedz że to tylko taka podpucha z jego strony, żeby zachować status quo. Bo znane zawsze wydaje się lepsze niż nowe. I tu dochodzimy do drugiego punktu.

Winny całkowity odwrót od naturalnych terapii

Zaczynając ufać w pełni tak zwanej zachodniej medycynie przekreśliliśmy w dużej mierze to, co ludzkość wypracowywała wiekami. W ten sposób odrzuciliśmy wiedzę oraz ludzi (w tym autorytety) z tym związane. To w naturalny sposób przerodziło się w teorię spiskową, że to co nowe jest tylko dla pieniędzy. Jak to często bywa, prawda jest gdzieś pośrodku. Powoli zaczynamy dostrzegać, że wcale ta holistyczna medycyna nie taka straszna jak ją malują. Że to nie tylko czarownice latające na miotle i stare babki gotujące ziółka w żeliwnych kociołkach. Jednak trochę zła już się stało, a wszystkie błędy nowoczesnej medycyny bynajmniej nie przysparzają jej przyjaciół. Na dodatek potrafią być dość spektakularne, w przeciwieństwie do pomyłek medycyny naturalnej. Dostępność złych informacji też tu nie pomaga i koło się zamyka, powodując u pewnej grupy coraz większy dystans do tego rodzaju metod. Druga grupa tych, którzy odwracają się od medycyny konwencjonalnej to ci, których ona całkowicie rozczarowała, nie dając sobie rady z ich przypadłościami lub chorobami bliskich im osób. Pełne zaufanie i wiara w cud przeradza się w niechęć.

Kolejny problem z nowoczesnymi metodami to ich skomplikowane wyjaśnienia. Nie jest łatwo zrozumieć zasady działania leków, ich skład, sposoby produkcji, wpływ na organizm w skali mikro. “Wypij ziółka a będzie ci dane” brzmi bardziej przystępnie, prawda? Tu wracamy do punktu pierwszego, czyli jeśli nie można czegoś zrozumieć, to należy to odrzucić. Tak powstaje kolejna grupa antynaukowa. I ta niestety jest najbardziej podatna na instrukcje wlewania witaminy C prosto do serca. Tutaj mam jednak osobiście nadzieję, że stanie się to, co opisywał Darwin… Zwłaszcza jeśli pomożemy temu procesowi dopasowując odpowiednio wymogi w bezpłatnej służbie zdrowia wg zasady “nie zapobiegasz? Nie leczymy Cię”. To co przyszło bowiem wraz ze wzrostem kultury społecznej, czego prawdopodobnie nie dostrzegamy bo stało się dla nas naturalne, to bardzo pobłażliwe traktowanie jednostki w społeczeństwie. Dużo dostajemy, a mamy mało obowiązków (poza płaceniem podatków), więc nie musimy dbać o zdrowie innych osób z naszego otoczenia. Nie musimy zastanawiać się ile osób zostało poszkodowanych przez nas (poza klasyczną sytuacją wypadku), bo państwowa służba zdrowia to za nas nadrobi. Również wówczas, gdy chodzimy i zarażamy wszystkich dookoła tym, co złapaliśmy niezaszczepieni. Brak odpowiedzialności ułatwia niemyślenie…

Niemyślenie oraz instynkt stadny są też przyczynami, z których dajemy się nabrać tak łatwo na wszelkiego rodzaju suplementy diety. Zawsze mnie dziwiło jak to jest, że nasz polski rynek jest od tak dawna prawdziwym Eldorado dla wszystkich, którzy chcą zarabiać na OTC. W tym także dla Zięby, który pieniądze swoich podopiecznych skrzętnie przerzuca do UK. Co sprawia, że tak chętnie kupujemy obietnice zaklęte w kapsułkach? Dlaczego bliżej nam niż innym nacjom do chodzenia na łatwiznę i załatwiania problemu tableteczką? Skąd w nas taka podatność na wiarę w cuda? Jeśli ktoś wie, to niech mnie proszę oświeci.

Na domiar złego, rynek suplementów nie jest regulowany i nie podlega takim samym prawom jak rynek leków. A to oznacza, że można w nich znaleźć prawdziwe różności. Polecam zwłaszcza tym, którzy obawiają się rtęci w szczepionkach.

Winne firmy farmaceutyczne

No ci także nie są w tym konflikcie bez winy. Utajnianie wyników badań i skutków ubocznych, liczenie zysków ze sprzedaży vs kosztów ewentualnych pozwów za utratę zdrowia (czyli tak zwane cost-benefit assessment oraz risk analysis) to standardowe praktyki. Niestety. Naginanie faktów przy współpracy z innymi w tym także organizacjami pozornie bezstronnymi, utaczanie kasy z tych najbardziej podatnych, dbanie o wizerunek kosztem chorujących – been there, have seen it. Takie praktyki niestety nie przysparzają zaufania, więc się to zaufanie kupuje innymi sposobami. Na przykład kampaniami pro-społecznymi nagłaśniany do granic możliwości.

To nie znaczy, że wszystko co produkują firmy farmaceutyczne to zło i że należy to spalić na stosie. To, czego nie dostrzegają ruchy anty lub z czego nie zdają sobie sprawy to ilość regulacji jakim takie firmy podlegają, ilość testów i badań jakie ich produkty muszą przejść żeby trafić na rynek i koszty produkcji tych specyfików. Poza tym, tak na logikę – czy gdyby faktycznie dało się wszystko wyleczyć witaminą C, to czy te molochy nie skupiłyby się na ulepszaniu sposobów jej produkcji i wypuszczaniu coraz to lepszych jej wersji, zamiast pakować miliardy dolców w badania nad zupełnie innymi specyfikami, które nie dość że trzeba wymyślić, potem wyprodukować, to jeszcze potem rozpropagować na już i tak opuchniętym rynku?… Nikt nie jest tak głupi, żeby nie wykorzystać prostszego sposobu zarabiania, a zwłaszcza jeśli jego celem miałoby być tylko wyciskanie z ludzi kasy.

Niestety, GxP oraz zasady panujące w farmaceutycznym R&D to kolejny obszar wiedzy znany tylko wtajemniczonym lub obszar tak zwanej niewiedzy powszechnej. Nic więc dziwnego, że mało kto odróżnia suplement od leku. I chyba nikogo też nie zaskakuje, że tyle osób wietrzy spisek w nowościach produktowych, ufając temu co stare i znane.

Co robić, jak żyć

Aż korci, żeby zakończyć z przytupem i powiedzieć co należy zrobić, żeby uratować happy ending. Jednak ponieważ w mojej opinii nie dokonuje się właśnie jakiś wielki przewrót w historii ludzkości, to myślę, że nie za dużo trzeba zmieniać.

Podoba mi się pomysł Michała Góreckiego, żeby sfinansować kampanię społeczną anty-antyszczepionkową. Tak jak uczy się ludzi o konsekwencjach otyłości, tak samo głupotę można by potraktować jako swego rodzaju zagrożenie, któremu trzeba przeciwdziałać. Być może udałoby się skupić wokół niej więcej ludzi pokroju Marcina Napiórkowskiego, którego analizy bardzo by się w takim ruchu przydały.

Jednakże, nadal jestem dość optymistycznie do sprawy nastawiona i uważam, że jeśli odpowiednio ustawimy socjale w kraju, to sprawa załatwi się sama. Tak więc przykazanie na dziś to: Myśl, szczep dzieci swoje, sprawdzaj źródła, korzystaj z tego co nauka i natura Ci daje a nie zginiesz – nawet w obliczu epidemii. Amen.